Ostatnio czytałam fragment Rdz 1:26 w jednym z tłumaczeń angielskich i uderzyły mnie w nim słowa „uczynił człowieka (…), aby był jak On”.

To pierwsze wspomnienie na temat tego, jaki jest cel istnienia człowieka. Od razu w pierwszym rozdziale Biblii. Bez ogródek.

Aby był jak On. Abyśmy byli jak On.

Nie po to, żebyśmy trzymali się wymyślonego przez Niego kodeksu zachowań. Nie po to, żebyśmy wypełnili wymyślone przez Niego zlecenie dla naszego życia.

Oczywiście, kiedy będziemy jak On, będziemy zachowywać się tak jak On i mieć te same wartości co On i dążyć do celów zgodnych z Jego sercem.

Sednem jest jednak, aby być jak On. Kochający. Miłosierny. Współczujący. Nieskłonny do gniewu. Przebaczający. Pełen radości. Twórczy. Sprawiedliwy. Dobry. Łagodny. Pokornego serca. Ofiarny. Hojny. Piękny.

Jak możemy się stawać takimi osobami?

Tym samym sposobem jak dzieci stają się podobne do swoich rodziców (patrz: Ef 5:1, Mt 5:48). Przez przebywanie. Przez budowanie obrazu siebie na podstawie tego, jak traktują nas rodzice. Przez naukę posłuszeństwa wynikającego z rosnącego zaufania do rodziców. Przez podziw dla rodziców. Przez wyrastania z roli jednostronnego odbiorcy do zaangażowanego członka rodziny.

W naszych ziemskich rodzinach zwykle proces ten nie przebiega idealnie. Nie mniej – na dobre i na złe – w jakimś stopniu stajemy się podobni do naszych rodziców.

Dzięki Jezusowi mamy jednak dostęp do doskonałego Ojca. Możemy stawać się podobni do Niego przez kontakt z Nim jako naszym Ojcem. Nie nauczymy się tego z dnia na dzień, tak jak noworodek nie biegnie ufnie w ramiona rodzica zaraz po urodzeniu.

Już dzisiaj jednak możemy wyznać Mu: Ojcze, Tato. Chcę być jak Ty. Pragnę stawać się jak Ty przez relację z Tobą, taką jak dziecko ma ze swoim rodzicem. Dziękuję, że przez Jezusa jest to możliwe. Otwieram serce na Twoje kochajace ojcowanie w moim życiu. Amen