Wiara, Nadzieja i Miłość… nie mogą współistnieć z usilnymi próbami kontrolowania naszego życia.
Wiara – to greckie słowo Zaufanie. Nie chodzi o to, że wierzę w coś czy kogoś, ale wierzę komuś, czyli ufam. Zaufanie wyraża się wykonywaniem tego, co mówi osoba zaufana i zachowaniem pokoju w międzyczasie.
Kontrola musi sama zatroszczyć się o każdy szczegół, bo nie ufa, że Bóg jest dobry, że kocha, że jest obecny, że widzi, że Go obchodzi.
Nadzieja – napełnia serce oczekwianiem dobra w naszej przyszłości, ze względu na znajomość Tego, do którego należy nasze życie.
Kotrola spodziewa się złego i musi się zabezpieczyć na każdą ewentualność. Zakłada złe motywacje i złe intencje u innych, dlatego wznosi mury wrogości, podejrzeń, pomówień.
Miłość – staje w prawdzie, w całkowitej przejrzystości wobec Ojca i doznaje nasycenia i przemiany, doświadczając niezasłużonej, nieskończonej miłości w miejscu odkrytej słabości. Dlatego daje wolność drugiemu człowiekowi i nie zniewala go swoimi oczekiwaniami. Zachęca do dobrego, buduje potencjał, pociesza w bólu.
Kontrola ma roszczenia, oczekiwania, pretensje, narzuca ramy czasowe dla zmian i swoje własne scenariusze. Potępia, wywiera presję, rani, rodzi konflikty.
Kotrola nas wyniszcza za sprawą stresu i lęku i okrada nasze życie i relacje poprzez nasze własne toksyczne reakcje i wzorce zachowań.
Nikt jednak za nas nie odda kontroli. Nikt za nas nie zacznie inwestować w relację ze Stwórcą, która będzie owocować w naszym życiu Wiarą, Nadzieją – i największą z nich – Miłością.
Wiem, że to jest proces. Ja codziennie uczę się wypuszczać kontrolę i codziennie znajduję więcej powodów, by ufać. To jest kierunek, który obrałam. I choć nie dotrę do pełni dziś, ani jutro, codziennie będę podejmować tę samą decyzję. Puszczać kontrolę. Zbliżać się do Ojca. Nabierać zaufania. Żyć naprawdę.